REKLAMA

Kategorie
Zaloguj się

Zarejestruj się

Proszę podać poprawny adres e-mail Hasło musi zawierać min. 3 znaki i max. 12 znaków
* - pole obowiązkowe
Przypomnij hasło
Witaj
Usuń konto
Aktualizacja danych
  Informacja
Twoje dane będą wykorzystywane do certyfikatów.

Jak podróżować po Peru - statek i port

Izabella Sapuła
Do Iquitos można dotrzeć wyłącznie drogą powietrzną, albo wodną.
Do Iquitos można dotrzeć wyłącznie drogą powietrzną, albo wodną.

REKLAMA

REKLAMA

Jak nie dać się oszukać rykszarzowi, gdzie można kupić marihuanę oraz czy Peruwiańczycy mają wyobraźnię? Tego wszystkiego dowiecie się z relacji podróżniczki Izy Sapuły.

Jesteśmy w Iquitos, choć nic nie wskazywało na to, że tu dotrzemy. Naszym celem były góry, ale trwająca dłużej niż zwykle w tym roku pora deszczowa trochę nas zatrzymała, wiec zanim pojedziemy do Huaraz a później do Arequipy mamy trochę czasu.

REKLAMA

REKLAMA

Kurczaki, marihuana, bujanie w hamaku i dom na barce

Do Iquitos można dotrzeć wyłącznie drogą powietrzną, albo wodną. My zdecydowaliśmy się na statek i wybraliśmy krótszą drogę z Yurimaguas. Początkowo płynęliśmy rzeką Huallaga, dalej Maranon, by wreszcie płynąć królową rzek Amazonką. Zgodnie z zapowiedziami droga powinna trwać dwa dni, ale jak przystało na kraj południowo amerykański trwała trzy. Szczęśliwie ktoś nam doradził, abyśmy zajęli miejsce na górnym pokładzie. Oprócz nas na statku płynie wielu Peruwiańczyków, olbrzymie worki z solą, cukrem, kukurydzą i potężne ilości zapakowanych w drewniane skrzynki kurczaków. Kurczaki zgodnie z logiką ustawione są na „nawietrznej”. Od początku podróży „kierownik” od hamaków chodzi za pasażerami i proponuje marihuanę. Robi to konsekwentnie co kilka godzin i być może wynika to z doświadczenia, bo przy takim kurczakowym cargo, gdybym była na dolnym pokładzie sama pewnie szukałabym przeróżnych sposobów odurzenia.

Trzy dni naszego podróżowania statkiem mijają na bujaniu się w hamakach, plotkowaniu z Peruwiańczykami, wypijaniu piwa, które barman otwiera zębami. Wreszcie docieramy do niezwykłego Iquitos. Jest późno i tak na prawdę wcale nie chce nam się schodzić na ląd. Kapitan statku przygarnia nas pod swoje skrzydła i pozwala podczas pobytu w Iquitos mieszkać na łodzi. Rozczula mnie ta troska, choć sugeruje też że pewnie zgubiliśmy kilka kilogramów w trakcie podróży. Mieszkamy zatem w porcie na łodzi i każdego ranka przedzieramy się przez tłum rykszarzy i sprzedawców, aby dostać się do centrum miasta.

REKLAMA

Kauczukowi baroni, narkotyki i Belen

Dalszy ciąg materiału pod wideo

„Do you speak english” zaczepia mnie wyglądający na Anglika mężczyzna. Kiedy kiwam głową, że tak podaje mi gazetę mówiąc „Welcome in paradise”. Myślę, że to kolejny sprzedawca choć zastanawia fakt wyglądu obcokrajowca. Zaczynamy rozmowę. Rzeczywiście jest Anglikiem który od 25 lat mieszka w Iquitos. Jego pasją jest wydawana przez niego gazeta i golf który uprawia na własnym polu golfowym. Razem trafiamy do uroczego baru pewnego pełnego energii Texańczyka. Popijając przepyszna kawę kolumbijską opowiadamy o tym, że jesteśmy z Polski. Właściciel baru natychmiast zaczyna opowiadać o pewnym polskim podróżniku, który przesiaduje u niego całymi dniami, kiedy tylko jest w Peru, w Iquitos. Zanim wyjawia nam jego nazwisko mówi, że zwykle podróżuje boso. Wieść o tym, że jesteśmy Polakami szybko roznosi się po mieście. Zaczepia nas kolejna „ofiara” wolno płynącego czasu w Iquitos która utknęła tu na wiele lat. Mówi, że ma w Polsce przyjaciela, który kiedyś założył pierwszą w Ameryce Południowej telewizję kablową a później już w Polsce walczył z Wałęsą. „Nazywa się Tymiński” mówi dalej. Widać wiele osób ulega temu niezwykłemu czarowi i urokowi jakie roztacza wokół siebie Iquitos. Jednak wystarczy porozmawiać z ubogimi mieszkańcami miasta albo oddalić się zaledwie kilka kilometrów od centrum aby zobaczyć też ciemna stronę tego raju. 

To dziś prawie 600 tysięczne miasto swój rozwój zawdzięcza boomowi kauczukowemu w XIX wieku. Do dziś pozostało niewiele z lat świetności. Dziś mieszkańcy Iquitos żyją albo z wydobycia ropy, albo z wycinki lasu, albo z turystyki, albo z handlu narkotykami. Sandro, którego poznajemy w mieście opowiada o plantacjach koki ukrytych w dżungli. Najwięcej jest ich w dolinie Huallaga, którą płynęliśmy. Oficjalnie mówi się, że problem handlu narkotykami został rozwiązany już w latach dziewięćdziesiątych kiedy to siły rządowe stoczyły tu regularną wojnę z plantatorami i handlarzami narkotyków. Tak naprawdę problemu nie rozwiązano do dziś. Koka płynie szerokim strumieniem statkami do Leticii położonej na styku trzech granic Kolumbii, Peru i Brazylii. Rząd raczej by uspokoić swoje sumienie niż ograniczyć handel skupuje kokę po 60 soli za kilogram... handlarze dają 100. I w ten oto sposób, dla świętego spokoju 15 procent sprzedaje się rządowi a 85 procent handlarzom. Przemysł narkotykowy, naftowy niszczą dżunglę. Od czasu do czasu jacyś Indianie protestują przeciwko zanieczyszczeniom wody. Wtedy zwykle otrzymują prace w przemyśle naftowym co skutecznie zamyka im usta, a przedsiębiorcom pozwala dalej bezkarnie niszczyć amazońskie lasy. Sam proces choć smutny wcale mnie nie zaskakuje. Tak dzieje się nie tylko w Ameryce Południowej. Bardziej zaskakuje i przeraża fakt, że Sandro opowiada o tym z dumą.

Zobacz też: Informacje o Peru

Razem z Sandro spędzamy cały dzień i razem płyniemy do Belen, najbiedniejszej dzielnicy miasta, położonej na rzece. Domy stoją tu na palach albo pływają na tratwach. Przewodniki piszą, że to dość bezpieczna dzielnica choć ani Sandro ani inni miejscowi nie potwierdzają tej opinii. Do portu gdzie można wynająć łódkę dostajemy się po kładkach przerzuconych przez pełną śmieci wodę, dalej przeskakujemy z jednej łódki na drugą aż wreszcie odbijamy od brzegu. Płyniemy wąskimi kanałami, mijamy domy na palach, niektóre z nich dawno już zalane są wodą, inne, te na tratwach unoszą się na wodzie leniwie. Dzieciaki wskakują do brunatnej, śmierdzącej od ścieków i śmieci wody i gonią się albo bawią z w chowanego nurkując. Kawałek dalej widać unoszący się a wodzie kościół i szkołę. Podpływamy do pływającego pubu. Głośna muzyka i pływająca platforma na której tańczą ludzie. Od czasu do czasu ktoś wskakuje do wody...

Od czasu do czasu ktoś się topi, bo zbyt wiele wypił jak na takie akrobacje. A wszyscy których mijamy wydają się być szczęśliwi, uśmiechają się i w otwartych, walących się domach skupiają się wokół najistotniejszego i zwykłe dość nowoczesnego elementu – telewizora. Ich radość nie udziela mi się bo przy każdym uderzeniu wiosła czuję smród gnijących resztek w wodzie, która w upale coraz bardziej paruje. Ze smutkiem myślę, że jedyny sposób na przeżycie jakie znajdują ludzie z Belen to kradzieże, handel narkotykami i zwierzętami złapanymi w dżungli. Na targu w Belen możesz kupić papugi, żółwie, węże a nawet małpę za równowartość 7$. Od Ciebie zależy czy potraktujesz ją jak maskotkę czy wrzucisz do zupy. Każdy z napotkanych mieszkańców Belen z radością i uśmiechem mówi o tym jak niezwykła i piękna jest ta dzielnica. Choć nie podzielam ich zdania... za każdym razem odwzajemniam uśmiech.

Sprawdź: Tabele klimatyczne

Życie w porcie płynie wolno, a Peruwiańczycy maja wyobraźnię

Zaczynam się przyzwyczajać do życia w porcie. Dzień zaczyna się dość wcześnie, bo port nigdy nie zasypia a już o 5 rano radiowęzeł bombarduje taką ilością decybeli, że budzi największych śpiochów. Nie przywiązuje się to tego co podaje portowe radio bo zwykle są to informacje nieprawdziwe - szczególnie te dotyczące rozkładu jazdy statków. Poranne uprzejmości z załogą statku i schodzimy z barki po wąskiej, stromej i wysoko zawieszonej kładce. Slalom pomiędzy samochodami które przyjeżdżają i odjeżdżają z ładunkiem. Łapiemy rykszarza i zwykle za pierwszym razem udaje się złapać kogoś kto akceptuje cenę 2 sole za kurs do centrum. Wiemy że ryksza do centrum z portu kosztuje od półtora do dwóch soli, ale w związku z tym że widać po białym kolorze skóry że nie jesteśmy miejscowi i tak poddawani jesteśmy próbom wymuszenia wyższej kwoty. Docieramy do Centrum. Śniadanie u Texańczyka, które czasami trwa aż do późnego obiadu, korespondencja e-mailowa, włóczymy się po mieście, rozmawiamy z ludźmi a kiedy słońce chyli się ku zachodowi nadchodzi czas negocjacji z rykszarzami, którzy zatrzymują się na każdym kroku proponując Ci transport.

- Senior, ile kosztuje kurs do portu? - pytam
- 3,5 sola.
- Ile???????? Wczoraj płaciłam zaledwie 2.
- No tak, ale dzisiaj jest niedziela i w dodatku dzień matki.
- No tak, ale rano z portu do centrum też płaciłam tylko 2.
- No tak, ale teraz jest popołudnie i sjesta, a poza tym w drugą stronę jest drożej.

Rezygnuję z usług tego rykszarza. Po chwili zatrzymuje się kolejna ryksza

- Senior, do portu na statek Eduardo, 2 sole tak?
- Nie, 2,50.

Ponownie rezygnuje i nie czekam zbyt długo na kolejną rykszę

- Senior, do portu na statek Eduardo, 1,50 - tak?
- Nie, 2 sole.
- Ok, jedziemy.

Rykszarz jedzie w przekonaniu, że wyciągnął od obcokrajowca więcej niż zwykle a ja mam satysfakcje, że płacę realną kwotę. Wszyscy zadowoleni wracamy do portu. I znowu przeciskamy się pomiędzy samochodami z ładunkiem i wchodzimy na wąską, stromą kładkę. Zwykle jakiś portowy dżentelmen podaje mi pomocna rękę widząc chwilę wahania przed wejściem. Na statku snuje się załoga, obserwujemy życie portu, czasami na statku pojawia się ktoś nowy budząc ciekawość wszystkich. Słońce powoli zachodzi, port nie milknie ale my zapadamy się w swoich hamakach i zasypiamy. Rano o 5 ponownie budzi nas ryk radiowęzła portowego……i tak przez kolejne dni. Nie tylko przyzwyczajam się do tego powolnego rytmu ale nawet do myśli, że nie wiem kiedy odpłyniemy. Data którą podaje kapitan okazuje się nieprawdziwa. Są strajki w całej selwie a to paraliżuje transport. Nie odpływamy w dniu podanym przez Kapitana, nie odpływamy tez kolejnego dnia a kolejnego wciąż nie jest jasne kiedy wypłyniemy. Uznajemy, że na nas czas zanim utkniemy tu na wiele lat jak spotykani tu Anglicy, amerykanie i inni obcokrajowcy. Przenosimy bagaże na inną łódź ze smutkiem żegnając się z załogą, która przez pewien czas traktowała nas jak członków rodziny.

Na kolejnym statku wita nas Kapitan. Ma około 26 lat i złoty ząb lśniący w szerokim uśmiechu sugeruje nam, że jest on człowiekiem majętnym. Spóźnienie dwugodzinne nie robi na mnie żadnego wrażenia bo tak na prawdę to jesteśmy spóźnieni już kilka dni. Na statku jest duży tłok ale przynajmniej nie ma kurczaków. Startujemy wieczorem i kiedy tylko robi się na tyle późno, że w zasadzie można by pójść spać część pasażerów skupia się wokół najistotniejszego na statku elementu a mianowicie wokół telewizora. W prawdzie z naszej strony telewizor chyba jest uszkodzony bo nie ma wizji za to jest fonia w ilościach trudnych do zaakceptowania dla ucha przeciętnego Europejczyka. Peruwiańczycy widać są głusi, bo Ci którzy nie oglądają filmu śpią smacznie w swoich hamakach, nawet pod głośnikiem. Kolejnego ranka telewizor znowu skupia wokoło siebie spory tłum, Tym, razem fachowców. Przełączają kable, wciskają po kolei wszystkie guziki aby uruchomić nieczynny telewizor. Z ciekawości przechodzę na drugą stronę sprawdzić jaki jest film. Ze zdziwieniem stwierdzam, że oba telewizory są nieczynne, Jest tylko fonia. Hmm, skoro nie ma wizji to co w takim razie dzień wcześniej przez dobre dwie.

Źródło: INFOR

Oceń jakość naszego artykułu

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna

Powiedz nam, jak możemy poprawić artykuł.
Zaznacz określenie, które dotyczy przeczytanej treści:
Autopromocja

REKLAMA

QR Code

© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.

REKLAMA

Moto
Ponad 312 tys. nowych samochodów w pół roku. Rynek rośnie, produkcja w Polsce hamuje

W pierwszym półroczu 2026 r. wzrosła liczba rejestracji samochodów wszystkich segmentów; aut osobowych zarejestrowano ponad 312 tys. - wynika z raportu KPMG i Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Autorzy zwracają jednak uwagę na spadek krajowej produkcji aut osobowych.

W najtańszej naprawie auta nie zawsze chodzi o niską fakturę od mechanika - kiedy niski koszt w warsztacie to tylko pozorna oszczędność?

Rachunek za paliwo i raty leasingowe to dopiero początek listy wydatków, które realnie obciążają budżet firmy przy korzystaniu z aut. O wiele trudniej przewidzieć i policzyć koszty wynikające z awarii, która wyłącza pojazd z ruchu w najgorszym możliwym momencie. Dlaczego najtańsza naprawa nie zawsze oznacza najniższy koszt całkowity?

Polacy coraz rzadziej kupują samochody na własność. Nie zmienia się to, że chcą jeździć dobrymi autami

Polacy chcą jeździć dobrymi autami, ale nie muszą ich mieć na własność. Coraz więcej osób decyduje się na wynajem lub abonament zamiast własności i leasingu. Cenią sobie mobilność.

Koniec opłat za przejazd autostradą. Kierowcy pojadą taniej

628 mln zł – tyle w ciągu roku zarabiała spółka z opłat za przejazd autostradą A4. Od 16 marca 2027 roku podróż „czwórką” na trasie Katowice–Kraków będzie bezpłatna dla większości pojazdów. Drogowcy zapowiadają poszerzenie autostrady o kolejne pasy.

REKLAMA

Boom na długoterminowy wynajem aut w Polsce. Firmy odchodzą od kupowania samochodów

Liczba samochodów wynajmowanych długoterminowo przez firmy należące do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) wzrosła w czerwcu o ponad 12 proc. rok do roku - wynika z raportu związku. Spada zainteresowanie samochodami używanymi, w tym poleasingowymi.

Z tych dwóch powodów Polacy nie kupują chińskich elektryków

Czy Polacy ufają chińskim samochodom? Dlaczego nie chcą kupować chińskich elektryków? Oto badanie ukazujące największe obawy.

Zaostrzone przepisy działają? Rekordowo mało wypadków na polskich drogach

W pierwszej połowie 2026 roku policja odnotowała rekordowo niską liczbę wypadków drogowych – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Według gazety na poprawę bezpieczeństwa mogły wpłynąć zarówno zaostrzone przepisy ruchu drogowego, jak i większa liczba kontroli prowadzonych przez funkcjonariuszy.

Kierowcy zdejmą nogę z gazu? Warszawa wymienia fotoradary i montuje nowe urządzenia

Są chętni na montaż trzech nowych fotoradarów i wymianę czterech kolejnych. Dwie firmy przedstawiły oferty, które mieszczą się w założonym przez drogowców budżecie.

REKLAMA

Co grozi nam podczas urlopu? Polacy wskazali największe wakacyjne ryzyka

Wypadki drogowe są najczęściej wskazywanym przez Polaków wakacyjnym zagrożeniem – wynika z sondażu IBRiS. Taką odpowiedź wskazało 47,2 proc. badanych. Jednocześnie ponad połowa respondentów uważa, że Polacy nie dbają wystarczająco o swoje bezpieczeństwo podczas urlopu.

Zmiany w powypadkowych naprawach samochodów. Samochód po kolizji ma być przywrócony do stanu zgodnego z technologią producenta

Dziś kierowcy oczekują, że samochód po kolizji zostanie przywrócony do stanu zgodnego z technologią producenta. Autoryzowane centra napraw powypadkowych są odpowiedzialne za utrzymanie standardów bezpieczeństwa producentów. Rośnie więc zapotrzebowanie na specjalistów, którzy potrafią właściwie diagnozować i naprawiać auta.

Zapisz się na newsletter
Wszystko, co ważne dla każdego kierowcy. Zmiany przepisów, mandaty, testy aut, moto porady i wiele innych. Bądź na czasie z tym, co dzieje się w świecie motoryzacji, zapisz się na nasz newsletter.
Zaznacz wymagane zgody
loading
Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich
Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj.
success

Potwierdź zapis

Sprawdź maila, żeby potwierdzić swój zapis na newsletter. Jeśli nie widzisz wiadomości, sprawdź folder SPAM w swojej skrzynce.

failure

Coś poszło nie tak

REKLAMA