Elektryki jednak płoną niechętnie - 6 razy częściej zdarzają się pożary klasycznych spalinówek. Upada mit łatwopalnych baterii?

REKLAMA
REKLAMA
Z najnowszego Barometru Nowej Mobilności PSNM wynika, że aż 60,5% Polaków obawia się pożaru baterii w autach elektrycznych. Tymczasem dane z Norwegii - najbardziej rozwiniętego rynku elektromobilności dowodzą, że obawy te są bezpodstawne. W pierwszej połowie 2025 r. wskaźnik pożarów aut spalinowych w Norwegii był niemal sześciokrotnie wyższy niż w przypadku pojazdów elektrycznych (BEV).
- Ponad 60% Polaków boi się pożaru baterii w pojazdach elektrycznych. Sprawdzamy, czy ten lęk ma sens
- Pożary elektryków - mit czy realne obawy?
- Norwegia jako papierek lakmusowy
- Bateria w pojazdach elektrycznych (BEV) - najważniejsze informacje
- Czy wielkość baterii ma znaczenie dla ryzyka pożaru?
- Czy akumulator w elektryku można naprawić?
- Co wynika dla rynku i użytkowników z raportu oraz faktów na temat baterii i akumulatorów w pojazdach elektrycznych?
Ponad 60% Polaków boi się pożaru baterii w pojazdach elektrycznych. Sprawdzamy, czy ten lęk ma sens
Nowa mobilność w Europie realnie przyspiesza - rośnie liczba pojazdów elektrycznych na drogach, rozwija się infrastruktura i pojawiają się kolejne alternatywy dla klasycznego auta. Jednocześnie rośnie też grupa osób, które mówią wprost: „chętnie, ale mam obawy”. Potwierdzają to dane z najnowszego Barometru Nowej Mobilności 2026 PSNM. Aż 60,5% badanych deklaruje obawę przed pożarem baterii, a 54,8% - przed awarią akumulatora. Co istotne, poziom niepewności jest wyraźnie wyższy w przypadku pojazdów używanych niż nowych. Czy zatem jest się czego obawiać?
REKLAMA
REKLAMA
Pożary elektryków - mit czy realne obawy?
Lęk przed zapłonem baterii czy jej awarią nie dotyczy wyłącznie samochodów osobowych. Wraz z rozwojem nowej mobilności na ulicach przybywa także alternatywnych środków transportu: lekkich trój- i czterokołowców, skuterów czy minicarów. Dla wielu osób to realna alternatywa dla auta, zwłaszcza gdy liczy się łatwe parkowanie, prostota użytkowania i mobilność „od drzwi do drzwi”. Jednocześnie pytania są podobne jak przy samochodach: czy bateria jest bezpieczna, jak długo zachowa sprawność i czy w razie problemu da się ją naprawić zamiast wymieniać w całości?
Obawy są zrozumiałe, ale warto je skonfrontować z faktami. Dobrym punktem odniesienia jest Norwegia - najbardziej dojrzały rynek elektromobilności w Europie. Według danych opublikowanych przez agencję Reuters, w 2025 roku aż 95,9% wszystkich nowo zarejestrowanych samochodów w tym skandynawskim kraju stanowiły pojazdy w pełni elektryczne. Udział zarejestrowanych pojazdów z takim napędem w tym kraju przekroczył już próg 30%, co oznacza, że technologia jest „oswojona” przez użytkowników, serwisy i służby.
Norwegia jako papierek lakmusowy
PSNM opublikowało analizę opartą na norweskich danych, która w prosty sposób pokazuje skalę zjawiska. W pierwszej połowie 2025 roku norweskie służby odnotowały 403 pożary pojazdów, z czego zaledwie 30 dotyczyło aut w pełni elektrycznych (BEV). Udział pożarów BEV wyniósł więc 7,4%. Po przeliczeniu na 1000 zarejestrowanych pojazdów wskaźnik dla BEV wyniósł 0,034, a dla pojazdów spalinowych 0,195 – co oznacza niemal sześciokrotnie niższe ryzyko pożaru niż po stronie aut benzynowych i diesla. Spójrzmy na poniższy wykres:
REKLAMA

PSNM pożary aut Norwegia
Liczba pożarów na 1000 pojazdów w Norwegii - PSNM
Materiały prasowe
– W dyskusji o pożarach baterii działa prosty mechanizm: zdarzenia rzadkie, ale widowiskowe, zostają w pamięci i żyją długo w mediach. Tymczasem bezpieczeństwa technologii nie należy oceniać po jednorazowych przypadkach, tylko po skali i porównaniu do innych rozwiązań. Norwegia jest tu najlepszym papierkiem lakmusowym, bo ma ogromną flotę elektryków i dużo doświadczeń w obsłudze zdarzeń. Statystyki pokazują, że w danym kraju auta elektryczne płoną znacznie rzadziej niż te z napędami tradycyjnymi. Oznacza to, że problemem nie jest sam silnik elektryczny, tylko ogólne ryzyko pożarów w motoryzacji: awarie instalacji, przegrzania czy zdarzenia losowe. Bateria w pojeździe jest elementem technicznym, który ma określone zasady użytkowania i serwisowania – i to one w największym stopniu decydują o bezpieczeństwie – mówi Maciej Płatek, prezes Electroride.
Bateria w pojazdach elektrycznych (BEV) - najważniejsze informacje
Współczesna bateria trakcyjna to nie jeden „akumulator”, tylko układ warstwowy. Najmniejszym elementem są ogniwa (cele). Cele łączy się w moduły, a moduły składają się na pakiet baterii umieszczony w szczelnej, wzmocnionej obudowie. W przypadku baterii litowo-jonowych kluczowe są parametry pracy (temperatura, prądy ładowania i rozładowania, napięcia), dlatego producenci dobierają rozwiązania tak, aby bateria pracowała w bezpiecznych zakresach.
W kontekście pożarów często pojawia się pojęcie „ucieczki termicznej” (thermal runaway). To scenariusz skrajny, w którym uszkodzone lub przegrzane ogniwo zaczyna wydzielać bardzo dużo ciepła i gazów, co może doprowadzić do zapłonu. W opracowaniach dotyczących bezpieczeństwa pożarowego akumulatorów litowo-jonowych podkreśla się, że kluczowymi czynnikami ryzyka są m.in. uszkodzenia mechaniczne, zwarcia oraz nieprawidłowe ładowanie.
Czy wielkość baterii ma znaczenie dla ryzyka pożaru?
W samochodach osobowych dominują duże pakiety litowo-jonowe. Dają one wysoką gęstość energii i dobre parametry użytkowe, ale też wymagają właściwego ładowania i dbałości o stan techniczny po ewentualnych uszkodzeniach.
W lekkich czterokołowcach i szerzej w kategorii L spotyka się dwa główne rozwiązania. Pierwszym są również baterie litowo-jonowe, choć są zwykle mniejsze niż w autach osobowych. Drugim natomiast są akumulatory żelowe. Jest to technologia znana i dobrze opisana, stosowana od dekad w motoryzacji i energetyce. Są cięższe i zwykle oferują niższą gęstość energii niż litowo-jonowe, ale mają jedną ważną zaletę: pracują w bardzo przewidywalny sposób i są łatwe do oceny serwisowej. Baterie żelowe są stabilnym, sprawdzonym i bezpiecznym rozwiązaniem do codziennego użytkowania.

bateria żelowa
Bateria żelowa w czterokołowcu Fasti marki Electroride
Materiały prasowe
Czy akumulator w elektryku można naprawić?
Jednym z najpowszechniejszych mitów jest przekonanie, że baterii nie da się naprawić, tylko trzeba wymienić całość. W praktyce wiele usterek dotyczy nie samego pakietu ogniw, tylko osprzętu: złączy, przewodów, elementów układu ładowania czy czujników. To są naprawy typowo serwisowe.
Jeśli problem dotyczy części baterii, w wielu konstrukcjach możliwa jest naprawa poprzez wymianę elementów, które uległy zużyciu lub uszkodzeniu. W sytuacjach skrajnych wymienia się cały pakiet, ale nie jest to standard.
– Najważniejsze w bezpiecznym użytkowaniu pojazdu zasilanego baterią jest wiedza, jak o nią dbać na co dzień. Większość problemów bierze się nie z wady technologii, tylko z niewłaściwego ładowania i eksploatacji. W segmencie lekkich czterokołowców to szczególnie istotne, bo te pojazdy często są kupowane jako narzędzie codziennego transportu: do sklepu, lekarza, pracy. Jeśli użytkownik korzysta z właściwej ładowarki przeznaczonej do danego modelu i parametrów baterii, nie ignoruje komunikatów o błędach, nie doprowadza do sytuacji, w której bateria jest regularnie rozładowywana do zera i wykonuje przeglądy, to ryzyko awarii jest minimalne – podkreśla Maciej Płatek, prezes Electroride.
Co wynika dla rynku i użytkowników z raportu oraz faktów na temat baterii i akumulatorów w pojazdach elektrycznych?
Z perspektywy rozwoju elektromobilności w Europie - zarówno w autach osobowych, jak i w alternatywnych środkach transportu, takich jak lekkie trój- i czterokołowce - kluczowe są dziś rzetelne dane i prosta edukacja użytkowników. Norwegia pokazuje, że przy masowej skali użytkowania elektryków, pożary zdarzają się rzadziej niż w przypadku tradycyjnych napędów, a korzyści ekonomiczne i ekologiczne są nieporównywalnie większe.
Źródło: Electroride
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA



